Czy kucharz może być lekarzem?

,
Czy kucharz może być lekarzem?
fot. Zurijeta / photodune.net

Utajony dramat współczesnego funkcjonowania w cywilizacji polega na tym, że wytworzyliśmy nadmiar jedzenia, który z jednej strony utrzymuje nas przy życiu, a z drugiej powoduje śmiertelne choroby. W sposób więc pozorny pokonaliśmy czasy wielkiego głodu, który dziesiątkował ludność przez wszystkie wieki. Teraz mamy czasy wielkiego najedzenia, które również nas dziesiątkują. Za nadmiar jedzenia płacimy tę samą cenę, co za jego braki.

Dramat, o którym mowa polega na tym, że bez sztucznego modyfikowania żywności, w ogóle byśmy jej nie mieli w takiej ilości, jaka jest nam potrzebna przy obecnej liczbie populacji ludności. Sztucznie wspomagany wzrost pozwolił na wydarcie Naturze roślinności zdatnej do jedzenia. Wprowadzając te metody nie jesteśmy już skazani na kaprysy Natury, która sprowadzała susze, kiedy chciała, a kiedy jej to odpowiadało padała deszczem doprowadzając do przegnicia plonów. Obecnie możemy kontrolować rozrost plonów, a także wytwarzać znaczące, bo sięgające 40% nadwyżki względem ogólnego zapotrzebowania na nie. Jest to niezaprzeczalny fakt, który czyni oczywistym użycie sztucznych środków wspomagania wzrostu i rozwoju roślin. A jednak drugą oczywistością jest to, że te właśnie produkty spożywcze zawierając tak wielkie ilości różnych środków wspomagających rozwój roślin są jednocześnie tym, co tę roślinę zabija, a z nią nas samych. Zabijanie to, jest jedyną rzeczą, która dzieje się na sposób mało oczywisty, choć najbardziej rzeczywisty.

Gdyby Kucharz był lekarzem, musiałby mawiać do swoich pacjentów „pokaż mi co jesz, a powiem ci co cię zabija”. Ostrzeżenia przed chorobami raka powinny zostać przyklejone do wielu tzw. produktów spożywczych. Przed jedzeniem trzeba chronić w takim samym stopniu, w jakim konieczna jest czynność jego spożywania. Dzieje się to już w Stanach Zjednoczonych, gdzie chroni się obecnie obywateli przed margaryną i produktami jej podobnymi. Margaryna została nakazem amerykańskich władz wycofana z produkcji, a jej produkty mają zniknąć z półek sklepowych w przeciągu trzech lat. Chodzi o to, że margaryna zawiera tłuszcze typu trans, które wedle amerykańskiej agencji ds. żywności (FDA), mogą przyczyniać się do powstania cukrzycy typu 2 lub być jednym z czynników zwiększających występowanie nowotworów. Co więcej, Agencja ocenia, że po wycofaniu margaryny - oraz wielu innych produktów, które zawierają takie same uwodorowione oleje roślinne (np. krakersy, ciastka, herbatniki, frytki itp.) – nastąpi zmniejszenie śmiertelności spowodowanej chorobami wieńcowymi serca oraz zawałami. W sposób jasny więc stawia się znak równości pomiędzy spożywaniem margaryny, a śmiertelnymi jej skutkami. W Danii zakaz stosowania niemal wszystkich tłuszczów typu trans funkcjonuje już od 12 lat.

Margaryna nie jest jedynym produktem, którym szykujemy sobie choroby i obniżamy jakość własnego życia. Jest to jednak przykład smutny jeszcze z tego powodu, że pokazuje, iż w sporze pomiędzy zdrowotnymi walorami margaryny, a walorami zdrowotnymi masła, zostało to ostanie. Ale tylko do czasu, aż spojrzymy na masło, które przecież nie jest masłem, tylko wyrobem masło-podobnym. Dyskusja w tym temacie kończy się właśnie na uświadomieniu sobie, że produkty, o których mowa nie istnieją realnie.

Taki słaby byt realny posiada także mleko, które pijemy ze sklepu, a które nie jest mlekiem. Produkt, który spożywamy pod tą nazwą jest wyrobem mleko podobnym. Mleko powinno posiadać co najmniej 4,5-5% zawartości tłuszczu. Dlatego też jasnym się staje, że to, co uchodzi za mleko jest tylko jego rozwodnioną substancją, dodatkowo pasteryzowaną, co wzmacnia toksyczność tej substancji. Dr Jerzy Jaśkowski przywołuje doświadczenia przeprowadzone przed laty, które wykazały jednoznacznie, że zwierzęta karmione mlekiem pasteryzowanym miały stany zapalne przewodu pokarmowego, krótką sierść, która była łamliwa i łatwo wypadała. Cielęta zachowywały się apatycznie i miały trudności w chodzeniu. Często musiały korzystać z leków. Po 5 miesiącach zdecydowano się na zabicie cielaków. Te karmione mlekiem pasteryzowanym ważyły zaledwie 115 kg, jądra były aż 30% mniejsze od kontrolnych, wątroba blada, a nerki guzowate. W żołądku znajdowały się bakterie gnilne, wydzielające obrzydliwy zapach. Zwierzęta karmione mlekiem surowym ważyły 200 kg, nie było zmian w narządach wewnętrznych, sierść była lśniąca i nie wypadała.1

Margaryna, masło, czy mleko są tylko kilkoma produktami, którym udowodniono chorobotwórcze właściwości. Oczywiście pogłębiona analiza większości skazałaby nas na podobne refleksje. W jaki sposób jeszcze dokonuje się wyniszczenie naszego organizmu z powodu spożywania sztucznie modyfikowanych produktów spożywczych? Przede wszystkim jest to wyniszczenie flory bakteryjnej, która odpowiada za właściwe trawienie. Utarło się traktować bakterie tylko w znaczeniu złych drobnoustrojów, a jest to poważny błąd, za który płacimy odpornością naszego organizmu. W naszym ciele znajduje się 10 razy więcej bakterii niż komórek, bo to bakterie przyjmują i przetwarzają jedzenie, które następnie wchłaniane jest przez komórki. Spożywając produkty spożywcze, które spryskiwane są środkami bakteriobójczymi niszczymy dobre bakterie naszej flory, która tworzy ekosystem naszego ciała. Tym samym upośledzamy proces naszego trawienia, a przez to narażamy się na upośledzenia kolejnych funkcji organizmu. Spożywając produkty, które zawierają konserwanty systematycznie niszczymy mikroflorę, która odpowiada za klimat tego, co dzieje się w naszym ciele.

Co więcej, żywność genetycznie modyfikowana, której istnienie wspierane było różnymi środkami chemicznymi jest zasadniczo mniej wartościowa, niż jej naturalny odpowiednik. Produkty te są wyjałowione nie tylko z wielu witamin, ale także przez to ze smaku. Tym samym wytworzyła się sytuacja, jakby z chińskiego sklepu, w którym wszędzie jest pełno wszystkiego, ale rozpada się w rękach. Powstała masowa ilość jedzenia, która tak, jak chińskie produkty zalewa nas, ale tak jak one jest tylko zwykłym bibelotem.

Dr Jerzy Jaśkowski wspomina także o tym, że genetycznie modyfikowane enzymy są silnymi alergenami, które powodują natychmiastowe reakcje alergiczne. W zasadzie wiec alergia jest dobrym sygnałem, zdrową odpowiedzią organizmu, że nie chce się w nim sztucznych produktów, które naśladują te prawdziwe.

Spożywanie tzw. produktów spożywczych jest procesem symulacyjnym, który na jakiś czas daje nam złudne przeświadczenie, że jemy i dostarczamy organizmowi tego, co potrzebował. Na dłuższą metę jest to jednak proces, który dr Jerzy Jaśkowski nazwał brutalnie „eksperymentem eugenicznym”. Powolne i utajone zabijanie nas samych nie dzieje się na wojnie, tylko codziennie w sklepie i przy talerzu kiedy jemy tak, jak nas zaprogramowali. Ocaleniem z tej sytuacji może być utworzenie własnego ogrodu, w którym posadzimy wszystko to, co nam będzie potrzebne do jedzenia. Możemy albo ożywić w sobie odwiecznego Rolnika albo znaleźć prawdziwego Kucharza, bo lepiej rozmawiać z nim niż z lekarzem, który sam nigdy dobrze nie jadł.

Przypisy:
polishclub.org

0 komentarzy

Ciekawe artykuły

Moje konto

Podziel się