Czy dobrze nawadniasz swój organizm?

,
Czy dobrze nawadniasz swój organizm?
fot. Janpietruszka / photodune.net

Woda jest źródłem życia, jednak pita nawet w dużych ilościach nie musi oznaczać tego, że jest dla organizmu źródłem… wody. Paradoks ten wynika z faktu, że bez stworzenia w ciele biodostępnych warunków nawet najbardziej wartościowe substancje nic dla organizmu nie znaczą. W ten sposób możemy pić dwa litry wody dziennie i jednocześnie wykazywać objawy odwodnienia. Aby woda miała dla organizmu wartość musi on posiadać odpowiednią ilość soli mineralnych, które przyswajają ją w ciele. W jaki sposób przeoczyliśmy sole mineralne, bez których picie szklanki wody jest jednoczesne jakby z wylewaniem jej za kołnierz?

Konieczność picia wody jest powszechnie znana. Nie chodzi o sytuację skrajnego pragnienia, ale o regularne nawadnianie organizmu kilkoma litrami wody dziennie. Jednak wykazano, że czynność ta może nam szkodzić. Tak jak niegdyś mleko, dzisiaj nadmierne picie wody, jest procesem prowadzącym do „odwróconego zdrowia”. Jest to termin, który należałoby ukłuć na potrzeby zjawiska, w którym pewien czynnik uznawany jest w pewnym okresie za zdrowy, by w kolejnym uznano go za szkodliwy właśnie. W przypadku wody rzecz się ma tak samo. Piliśmy ją do dna, po to, aby okazało się, że napełnia ona nas swoim ciężarem, z którym możemy iść na dno. W naszych organizmach nie ma soli mineralnych – a nie ma ich, bo nie wiemy, że trzeba dbać o to, aby były – i dlatego picie wody w dużych ilościach czyni z nas jedynie zbiornikami wodnymi. To jak recytować Szekspira bez świadomości dramatu życia. Pić albo nie pić? Oto jest pytanie, na które odpowiedź brzmi: bez soli mineralnych picie lub nie-picie oznacza dokładnie to samo. Woda wpływa do nas i wypływa, jakby była rzeką o wyznaczonym w stronę sedesu kierunku.

W jaki sposób możliwe jest odpowiednie nawadnianie organizmu? Dokonuje się to dzięki piciu wody z solą. W tym miejscu należy dokonać kolejnego rozróżnienia. Sól kuchenna w istocie jest „białą śmiercią”. Kostucha przychodzi do nas przebrana za Sól. Ale to, co znamy pod tą nazwą, nie jest nią. „Sól” ta w procesie warzenia jest separowana od swoich najważniejszych składników. Oczyszczona sól kuchenna jest w rzeczywistości jedynie postacią chlorku sodu (NaCl). Dodatkowo dodaje się do niej związki jodu oraz antyzbrylacze. (E-536 – żelazocyjanek potasu). Jest to trucizna, która w małej ilości nie zaszkodzi, ale w dużej już znacząco. Pytanie zatem ile jej stosujemy? Sami oczywiście mało, bo tylko do przyprawienia niektórych potraw. Problem polega na tym, że producenci żywności ładują sól wszędzie, gdzie to tylko możliwe. W ten sposób na półkach naszych sklepów znajduje się nie tylko zawiesina cukrowa, ale także solna. Sól dodaje się bowiem nie tylko do np. mięsa, konserw, ale także do chleba, jako spulchniacz. Wszędzie jest to sól-kuchenna, która jest niezdrowa.

Zdrowa sól, to sól himalajska lub polska sól kamienna z Kłodawy. Ta pierwsza wydobywana jest ze wschodniego pasa Karakorum Himalajów w Pakistanie, z miejsca, gdzie miliony lat temu znajdował się słony ocean. Co ważne więc: pochodzi ona z czasów, kiedy Ziemia charakteryzowała się czystym ekosystemem; inaczej więc niż sól morska, którą wydobywa się z naszych współczesnych mórz posiadających w swoich głębinach nie tylko ryby, ale i wszystkie toksyczne wyziewy naszej cywilizacji. Sól himalajska ze względu na fakt, że pochodzi z czystego okresu Ziemi jest solą bezpieczną. W dodatku jest to sól czysta, nie dlatego, że oczyszczono ją, jak sól kuchenną. Jej czystość polega na tym, że jest dobra w swym pierwotnym stanie, zawiera bowiem 84 minerały niezbędne dla naszego organizmu tj. wodór, lit, beryl, bor, węgiel, azot, tlen, fluor, sód magnez, aluminium, krzem, fosfor, siarka, chlorek, wapno, żelazo itd. Są to minerały, których organizm potrzebuje. Wprawdzie nie w dużych ilościach, ale ich całkowity brak doprowadza do zaburzenia gospodarki wodno-elektrolitowej oraz kwasowo-zasadowej. Organizm człowieka nie może sam wytwarzać soli mineralnych, dlatego konieczne jest dostarczanie mu ich w odpowiednich ilościach z pożywienia. Sama woda nie zawiera soli mineralnych, ale żeby prawdziwie napić się wody, należy dosypać do wypitej szklanki szczyptę soli himalajskiej, która jest właśnie potrzebną nam szczyptą soli mineralnych.

Sól kamienna z Kłodawy wydobywana jest z miejsca, w którym 250 mln lat temu w epoce cechsztynu w wyniku odparowania morza rozpoczął się proces kształtowania mikroelementów. Proces ten trwał wiele milionów lat, dlatego też wartość tej soli jest niepodważalna. Oczywiście nie przetwarza się jej ani mechanicznie, ani chemicznie. Należy przy tym wiedzieć, że producenci soli z Kłodawy sprzedają swój produkt także w opakowaniu 1,1 kg, gdyż ten czynnik pozwala im ominąć przepis, który mówi, że każda sól do 1 kg, musi być sztucznie jodowana. Sól Kłodawska sprzedawana w opakowaniu 1,1 kg nie jest więc jodowana, tylko tak jak sól himalajska, jest czystą solą, zawierającą niezbędne dla nas sole mineralne.

Dlaczego nie mówi się o tym, że wodę należy przyjmować wraz ze szczyptą soli? Dlaczego dopiero Jerzy Zięba, wyklęty przed medycynę akademicką, ale ukochany przez lud, musi walczyć o to, aby woda była wodą? I to on mówi nam dopiero, że wodę (najlepiej gazowaną) należy pić ze solą, żeby nasz organizm odpowiednio się nawodnił i żebyśmy mogli pozbyć się wielu dolegliwości, o których nie wiemy, że wynikają właśnie z odwodnienia. Musimy wrócić do naszego starosłowiańskiego zwyczaju i przyjmować do swojego organizmu wodę z (chlebem) i solą!

0 komentarzy

Ciekawe artykuły