Alchemia smażenia: olej rzepakowy i wyrafinowane kłamstwo

,
Alchemia smażenia: olej rzepakowy i wyrafinowane kłamstwo
fot. Freeimages.com / Stephanie Berghaeuser

Oleje roślinne wykorzystujemy do smażenia potraw, jednak za sprawą jakiejś zbiorowej hipnozy dokonujemy tym samym miażdżenia naszych naczyń krwionośnych. Codzienne, systematyczne smażenie sobie choroby obiadem staje się dla nas działaniem odwrotnie mefistofelicznym: chcąc dobrze, zło czynimy sobie samym. Jesteśmy więc tą siłą, która nie zważając na umowę pomiędzy kwasami nienasyconymi a wysokimi temperaturami, poddaje je wzajemnym uwikłaniom, w efekcie czego jako siła ta otrzymujemy substancję o zdegenerowanych strukturach, uwalniającą w naszym organizmie wolne rodniki. Wolne rodniki nie czynią nas wolnymi, ale rodzą w nas chorobę miażdżycy oraz raka. Dzieje się to za zgodą wszystkich i wszystkiego. Trudno zatem odrzucić olej roślinny, bo wydaje się jakbyśmy z nim musieli odrzucić naszą rękę przygotowującą obiad. Olej roślinny jest z nami zrośnięty jak nowotwór, który wytwarza w naszym organizmie. Co jednak możemy zrobić?

Czy olej rzepakowy, który na co dzień używamy, jest zły? Jerzy Zięba mówi, że nie. Zła jest tylko metoda jego wykorzystywania. Olej roślinny zawiera w sobie tłuszcze nienasycone, a te poddane ogrzewaniu utleniają się. Tym samym treść oleju staje się wysoce zdegenerowana, jego struktura zostaje zaburzona, a to w takiej postaci staje się on właśnie podstawą naszych potraw. Oznacza to, że wykonujemy nasze obiady na złym gruncie. Wszystko, co na nim zrobimy będzie niedobre, tak jak ziarno nie wyrośnie z wyjałowionej ziemi. Olej rzepakowy po podgrzaniu takim się właśnie staje. Jest on toksyczny, a to oznacza, że równie dobrze moglibyśmy robić kotleta na oleju silnikowym.

Tłuszcze stanowią podstawowy budulec naszych komórek. Jeżeli jednak jego frakcje zostają poddane niszczącemu działaniu, to nasze komórki otrzymują do budowy wadliwe treści. Mamy trzy podstawowe rodzaje tłuszczów: nasycone, jednonienasycone oraz wielonienasycone. Oleje roślinne zawierają w głównej mierze frakcję tłuszczów nienasyconych, natomiast oleje zwierzęce mają więcej tłuszczów nasyconych. To te ostatnie czują się w wysokich temperaturach jak u siebie w domu. Tylko tłuszcze nasycone potrafią nasycić nasze potrawy, a nas samych uczynić dobrze nasyconymi. Każdy olej, który chcemy zakupić powinniśmy więc zbadać pod kątem występowania w nich tłuszczów nienasyconych i jeżeli takie występują, to zrezygnować z zakupu.

Dla większości oczywistym jest, że olej lniany utlenia się w sposób błyskawiczny i dlatego w żaden sposób nie może służyć na podgrzanej patelni. Bywa jednak, że sami producenci stają się ślepi na tę oczywistość i produkują oleje na bazie trzech roślin: rzepaku, słonecznika i lnu, po czym dopisują, że ta właśnie triada nada się najlepiej do smażenia. To pokazuje, że w naszym kraju kwestia oleistości naszych potraw nie została jeszcze właściwie rozstrzygnięta.

Trudno więc odnaleźć się w tej rzeczywistości konsumenckiej, skoro to sami producenci olewają sprawę. Proces podgrzewania oleju rzepakowego i trucia ludzi, w tym młodzież szkolną, jest przy tym autoryzowany ustawą. Oczywiście ustawa ujmuje to w sposób sprawiający wrażenie, że trucie to przynosi nam korzyści zdrowotne, a nie na odwrót. Dodatkowo większość akademicka zgadza się na smażenie na oleju rzepakowym na takiej samej zasadzie, jak zgadzamy się na palenie papierosów: dzięki umieszczonej na niej etykiecie „palenie zabija” nie odrzucamy papierosów, ale oswajamy się z tym, że umrzemy. W zasadzie wszystko po co sięgamy z przetworzonego genetycznie jedzenia „zabija tak samo”. Oleje rzepakowe zawierają bowiem kwas erukowy, który jest bardzo silnie toksyczną substancją. Mamy więc wiązanie podwójne: olej roślinny rzepakowy podgrzany utlenia się – prowadząc tym samym do poważnych chorób - ale dodatkowo zawiera jeszcze toksyczne smakołyki, które czynią ten olej podwójnie niebezpiecznym. Nie zmienia to faktu, że olej rzepakowy jest powszechnie uznawany i wykorzystywany.

Miażdżące właściwości podgrzanego oleju rzepakowego potwierdzone są przez badania, w ramach których odkryto w blaszce miażdżycowej występowanie zdegenerowanych tłuszczów roślinnych. To właśnie utleniony rzepak podczepiając się pod mięso w sposób utajony prowadził do miażdżycy i chorób nowotworowych, nie zaś nasycone kwasy tłuszczowe występujące w mięsie, które uważaliśmy za prawowitego winnego w tej dziedzinie. Jest to więc znacząca różnica, która każe nam poszukać innych olejów do smażenia.

Z oczywistych już względów smażyć nie będziemy na oleju lnianym, a jednak wątpliwości powstają przy wyborze kolejnych olejów. Jerzy Zięba proponuje na to jedną zasadę: wszystkie oleje zawierające nienasycone kwasy tłuszczowe są szkodliwe ze względu na omówione już utlenianie. Jedynym olejem roślinnym zawierającym prawie stu procentową frakcję tłuszczów nasyconych jest olej kokosowy, który, jak powiada ten dekonstruktor naszego myślenia o jedzeniu, jest jedynym olejem roślinnym nadającym się bez zastrzeżeń do smażenia.

Źródła:

  • Jerzy Zięba – UKRYTE TERAPIE „Czego Ci lekarz nie powie”.

0 komentarzy

Ciekawe artykuły